Historia Marty

Mam na imię Marta i gram w piłkę nożna od szóstego roku życia z moim nieszczęściem, a może szczęściem zmagam się już drugi rok, czyli dwukrotne zerwanie więzadeł krzyżowych przednich. Dla każdego sportowca mniej lub bardziej doświadczonego w swoim fachu najgorszym co może się przytrafić jest kontuzja, ja chciałabym opowiedzieć o mojej małej historii.   

Wszystko zaczęło się pod koniec roku 2018, zwykły dzień w, którym odbywały się  zawody szkolne. Jako dziewczyna chciałam za wszelką cenę pokazać, że też umiem grać w piłkę. Nigdy nie byłam zbyt kontuzjogenną zawodniczką,  dlatego nie myślałam o żadnym urazie w tamtym momencie lekkie skręcenie kostki lub przejechanie stopy przez auto były niczym w porównaniu do tego co wydarzyło się kilka minut po rozpoczęciu spotkania. Wracałam z ataku do obrony po prostu biegłam, tak samo jak zawsze  i nagle moje lewe kolano przeprostowuje się w sposób bardzo nienaturalny, upadłam nie słyszałam żadnego trzasku, co w przypadku mojej kontuzji jest bardzo charakterystyczne. Zeszłam na bok boiska żeby chwile odpocząć, nieświadoma tego co własnie się stało. Kilkakrotnie próbowałam jeszcze pomoc moim koleżankom w meczu. Na nic moje starania, kolano już w 100% odmawiało posłuszeństwa. Minęło trochę czasu od tego zdarzenia, trochę bolała mnie noga ale myślałam, ze to nic takiego. Przyszedł czas, gdy jednak musiałam udać się do lekarza. Był poranek razem z mamą udałyśmy się razem, by w końcu usłyszeć diagnozę. Po tym co usłyszałam w gabinecie próbowałam utrzymać moje emocje na wodzy, lecz nie mogłam myślałam, ze to koniec kariery, koniec świata, czy tego co najbardziej kocham. Byłam załamana, przez jakiś czas chodziłam smutna, nic nie sprawiało mi takiej radości jak to, co w tamtej chwili straciłam. Powiedziałam sobie, że jeśli nie zawalczę teraz to nigdy. Mój okres przygotowawczy do powrotu na boisko trwał 7 miesięcy, Stosunkowo krótko, jeśli chodzi o tą kontuzje, a czemu? Często zadaje sobie to pytanie, co poszło nie tak? Operacja, codzienna rehabilitacja i ból. Myślę jednak, że bardziej przy tym zerwaniu towarzyszył mi ból psychiczny. Jestem stosunkowo młoda osobą przede mną całe życie, którą przecież chciałam wiązać ze sportem a tu takie coś? Nie wiedziałam co robić, jedyne co mogłam to wyznaczyć sobie nowe cele i do nich dążyć. Moja przygoda była trudna, zaczęłam wchodzić w męczącą rutynę i codzienne ćwiczenia były po prostu nie do wytrzymania. Po czasie, który odbyłam na sali rehabilitacyjnej przyszedł czas żeby wyjść na upragnione boisko. To było niesamowite znaleść się w swoim ulubionym miejscu na ziemi. Byłam taka szczęśliwa, pewna, że się uda i wszystko pójdzie dobrze. Jednak  i tym razem się przeliczyłam.

9 sierpnia niby zwykły trening rozgrzewka, bieganie i gierka. Ćwiczenie 1×1, niby nic takiego jeśli chodzi o trening, ale dla mnie okazało się zabójcze. Przed ćwiczeniem powiedziałam do koleżanki z drużyny, że boje się o  moja nogę przy tym zadaniu, i co? trzask i płacz. Wiedziałam co się stało, znów dopadło mnie nieszczęście. Leżałam na boisku do końca treningu, przerażona tym co się stało. Z boiska znosiła mnie moja przyjaciółka, ból był niewyobrażalny. Leżałam przez następne kilka dni w łóżku, miałam małą nadzieje, że to jednak nie to. Kolejny raz musiałam iść na 'wyrok'. Po chwili analizy badań i zobaczeniu kolana  to co usłyszałam złamało mi serce: „Może poszukaj sobie innego sportu.” To było coś czego chyba żaden sportowiec nie chciałby usłyszeć od lekarza, ale mi znowu przyszło mi stoczyć walkę. Na początku byłam wrakiem człowieka leżałam, płakałam i pytałam Boga „czemu znów ja?”.' To było strasznie niesprawiedliwe, właśnie tak wyglądało moje myślenie w tamtej chwili. Postanowiłam sobie jednak coś zmienić. Chciałabym dawać coś więcej z siebie, bardziej angażować się w to do czego dążę. Przed walką fizyczną musiałam jednak pokonać  samą siebie a nie los , który na mnie spadł i to było najtrudniejsze. Myśli, które  mnie dopadały były okropne, nie mogłam się ich w żaden sposób pozbyć. Co mi pomogło? Zdecydowanie czas. Musiałam uświadomić sobie na chłodno co się stało i co mogę zrobić. Zajęło mi to około 2/3 miesiące, długo ale pomogło wiedziałam, że znów jestem na linii startowej. Drugą rzecz, która pomogła stanąć mi na nogi był psycholog sportowy. Nie od dziś mam do czynienia z psychoterapeutą i w żaden sposób się tego nie wstydzę. Osobiście trafiłam na świetną terapeutkę. Za każdym razem gdy wychodziłam z gabinetu czułam się jakaś taka nowa, odmieniona. Tak naprawdę nadal kontynuuję wizyty i jestem bardzo zadowolona. Psycholog to nie wstyd, dla mnie to odwaga, powierzyć komuś obcemu swoje problemy, czy myśli w głowie.

    Dziś, 09.01 rok 2020 jestem szczęśliwa. Mimo tego wszystkiego, co mi się przytrafiło nadal idę, przecież „nie ważne ze idziesz powoli, ważne że idziesz do przodu” prawda? Myślę, że każdy kontuzjowany  sportowiec  powinien trzymać się tej zasady, wszystko przychodzi, lecz tylko gdy bardzo się tego chce. Ja chce, więc nadal pracuje nad sobą, na rehabilitacji, trenując w domu czy na siłowni. Idę po marzenia, żeby za jakiś czas móc wybiec na mecz z dziewczynami, strzelić bramkę, czy zrobić imponujący każdemu wślizg przy odbiorze piłki (bo taka zawsze była moja rola na pozycji obrończyni)… i to jest właśnie moje marzenie, którego łatwo nie odpuszczę. Zła passa, która mnie dopadła nauczyła mnie tego, żeby doceniać  to co się ma, chodzić na treningi i dawać z siebie 120%. To tylko kilka godzin w tygodniu w których możemy stać się lepszym zawodnikiem, a może i człowiekiem?

Marta

Komunikacja. Trener – Zawodnik

Czym różni się zdanie „ Jesteś nieudacznikiem” od zdania „To było nieudane zagranie”? Czy dwa komunikaty: „Zawsze popełniasz ten sam błąd, kiedy nauczysz się robić to dobrze?” i „Kiedyś już popełniłeś podobny błąd, pomyśl jakie wnioski można z tego wyciągnąć”, przekazują tę samą informację? Czy słowa i sposób w jaki nimi operujemy mają znaczenie dla relacji, dla edukacji, dla efektywności treningu?

FUNDAMENT

Gdy spróbujemy sobie wyobrazić mecz piłki nożnej pozbawiony wszelkich elementów komunikacyjnych, tych werbalnych i pozawerbalnych, zobaczymy najpewniej boisko, zawodników, piłkę… nic poza tym. Porozumiewanie się różnymi kanałami, używając słów, gestów, mowy ciała, mimiki, jest absolutnie podstawowym elementem nie tylko samego meczu, treningów, ale jakichkolwiek kontaktów na boisku i poza nim. Co więcej, rola komunikacji jest kluczowa w kontekście efektywności pracy trenera oraz jakości relacji z zawodnikami. Mimo fundamentalnego znaczenia, temat komunikacji w sporcie nieczęsto staje się obiektem badań czy dyskusji. Czy równie rzadko jest obiektem praktycznego zainteresowania sportowców? 

ZNIEKSZTAŁCENIA POZNAWCZE 

Warto zwiększać swoją świadomość dotyczącą wysyłanych komunikatów. Często to od ich formy zależy efektywność komunikacji. Zniekształcenia poznawcze wywodzą się z podejścia poznawczo-behawioralnego – to wyolbrzymione, irracjonalne wzorce myślenia i komunikowania się. Ich obecność w myśleniu skutkuje postrzeganiem rzeczywistości w sposób stronniczy i często negatywny. Komunikowanie się w oparciu o zniekształcenia poznawcze może mieć bardzo negatywny wpływ na obraz świata, innych i samego siebie. 

Pierwszym takim zafałszowanym obrazem rzeczywistości jest myślenie dychotomiczne w kategoriach „wszystko albo nic”. Przykładem komunikatu skierowanego do zawodnika może być:

„Dawid, Ty zawsze mi przeszkadzasz!”, „Olek, nigdy nie słuchasz na treningach. „Wszyscy nie słuchacie, a potem popełniacie takie błędy na boisku.”. Nadużywanie słów „zawsze”, „nigdy” wszyscy” ukazuje brak dostrzegania kategorii pośrednich przez trenera, co skutecznie obniża motywacje u zawodnika. Dlatego warto zamienić te komunikaty na” „często”, „zazwyczaj”, „większość”.

Innym przykładem zniekształcenia jest czytanie w myślach: „Napewno teraz myślisz, że trener jest niesprawiedliwy bo nie dostałeś powołania na najbliższy mecz.”. Zgadywanie co zawodnik myśli nie jest najlepszym rozwiązaniem w skutecznej komunikacji. Zdecydowanie lepiej skonfrontować się z opinią zawodnika dotyczącą danego tematu – pytając, co myśli, jak się czuje.  

Kolejnym, często nieuświadomionym błędem w myśleniu i komunikacji jest przepowiadanie przyszłości: „Wczoraj spóźniłeś się na trening, dziś też, pewnie i jutro się spóźnisz.” lub „Nie zrobisz kariery w tym sporcie.”. Jako ludzie nie mamy zdolności przewidywania dokładnie tego co się wydarzy, dlatego lepszym sposobem będzie obserwacja i analiza faktów. 

Często spotykane na boisku stwierdzenia: „Jesteś za młody żeby to zrozumieć.”, „Nie znasz się na tym.” to również zniekształcenie, które kategoryzuje zawodnika i czasem nie daje możliwości dalszego dialogu. Szczególnie niebezpieczne mogą być sądy, które bezpośrednio szufladkują osobę, a nie jej działanie. O wiele bardziej przyswajalnym komunikatem będzie: „Michał, zdecydowanie za często spóźniasz się na trening.” niż „Michał jesteś spóźnialski i leniwy.”. 

Istotnym błędem w komunikacji z zawodnikiem jest przyjmowanie, że głównym czynnikiem motywującym na boisku jest obowiązek. Nadużywanie stwierdzeń „musisz”, „powinieneś” jest często demotywujące i utrudniające wspólną pracę. O ile łatwiej będzie zawodnikowi zaangażować się w trening gdy usłyszy: „Karol teraz jest czas treningu, to twój czas, możesz się zaangażować na 100%”, „Wiesz po co tu jesteś, przecież chcesz być jeszcze lepszy.”, a jak bardzo spadnie jego motywacja i pojawi się opór na słowa: „Musisz się skoncentrować i zrobić to lepiej.”, „Powinieneś już to umieć.”. 

Wymienione przykłady mechanizmów poznawczych mają wpływ na nas wszystkich. Odrywają istotną role w naszym życiu i często pozostają niezauważone. Rolą trenera jest nie tylko uświadomić zawodników o ich istnieniu ale dawać przykład m.in. przez poprawną komunikację.

 

6 etapów skutecznego wydawania poleceń:

  1. Podejdź do dziecka
  2. Zdobądź jego uwagę (dotknij jego ramienia, nawiąż kontakt wzrokowy, zawołaj po imieniu).
  3. Sformułuj jednoznaczne dwu-, trzywyrazowe polecenie.
  4. Poproś dziecko by powtórzyło polecenie.
  5. Powtórz polecenie tyle razy ile założyłeś, poproś by dziecko powtórzyło.
  6. Dopilnuj jego wykonania. 

Anna Sztorc, Karolina Stępień-Cach